Spot

Absolutnie fascynujący jest fakt, że od tygodnia w Polsce trwa wielka debata nad jakimś durnowatym spotem, którego wpływ na inwestorów zagranicznych jest bliski zeru.

Tymczasem to co ma największy wpływ na inwestycje zagraniczne - czyli ślimacze tempo działania administracji i wymiaru sprawiedliwości, absurdalny czas wydawania pozwoleń i zezwoleń, mętne i niestabilne prawo - wywołuje tylko wzruszenie ramion: "no tak jest, wicie rozumicie"...

Liczba ofert pracy oraz Twoje zarobki, drogi Czytelniku, zupełnie nie zależą od tego kosztującego 700 tys. zł spotu. A od czego zależą? Zacytuję swój artykuł z ubiegłego roku:

To jak jakość państwa oceniają inwestorzy można zobaczyć w tej prezentacji firmy Control Risk z konferencji SAS-MA 2009. Zjawiska takie jak korupcja, słaba infrastruktura, niska kultura zarządzania i biurokracja, traktowane przez obywateli jako nieuniknione zjawiska kulturowe ("tradycja", "lokalna specyfika", "realia") są przez inwestorów zaliczane po prostu do kategorii ryzyk operacyjnych. Razem z wieloma innymi ryzykami składają się one na ostateczny wynik w analizie opłacalności inwestycji w danym kraju i decydują, czy pieniądze zasilą budżet Polski, czy też może Słowacji lub Indii.

Trackback URL for this post:

http://echelon.pl/trackback/166

Comments

też mi się to rzuciło

Jak rp.pl kazała mi porównać spot Warszawy i spot Wrocławia, to pomyślałem, czemu ludzie którzy co i rusz szermują narracją "naszego wspólnego dobra Polski", próbują mi zająć czas nieistotnym działaniem. To cecha narodowa polska - domieszać trochę bullshitu do wartościowych komunikatów? Na szczęście nie wymieniałem zdania z Polakami ostatnio, ale jak znam życie jedni mielą ozorem za oszczędnością Wrocławia, a inni z jakichś emocjonalnych czy innych względów za Warszawą. A "pogrążona w kryzysie" zachodnia część świata radzi sobie niezmiennie lepiej od nich skupiona na czym innym.